U mnie chemia na przędziorki się nie sprawdziła. Zaczynałam w ogóle od dokładnego mycia roślin, wymiany ziemi i włożenia pałeczek owadobójczych do ziemi (nic to nie dało, bo przędziorki chociaż chodzą po powierzchni doniczki, to jaja składają pod liśćmi i tam głównie urzędują). Pryskałam dwukrotnie, raz nawet jakimś produktem dedykowanym na przędziorki, zawinęłam w folię i... kwiaty padły, a to ustrojstwo żyło sobie dalej w najlepsze. Na tych roślinach, które to przetrwały pomógł dopiero dobroczynek kalifornijski i poprzedzające go (z tygodniowym odstępem) mycie liści rozcieńczonym olejkiem neem. Długa i trudna walka :/....